Ekskluzywna rozmowa z Ralfem Souquetem

"Jeśli byliby jacyś polscy zawodnicy, z którymi nie lubię grać, nie wspomniałbym o nich:-)". Ekskluzywna rozmowa z Ralfem Souquetem.

Ralf Souquet

Poolbilard.pl: Bycie bilardzistą oznacza bycie sportowcem. Przedstawiciele różnych dyscyplin często za główny cel stawiają sobie olimpijskie złoto. Czy nigdy nie marzyłeś o zdobyciu takiego krążka jako bilardzista? Nie jesteś zawiedziony, że bilard nie jest dyscypliną olimpijską?

Ralf Souquet: Oczywiście to byłoby miłe i właściwie ciągle marzę o udziale w Igrzyskach Olimpijskich, nie mówiąc już o zdobyciu medalu. Prawdopodobnie jednak to pozostanie moim marzeniem, jak długo będę grał. Nie jestem tym zawiedziony, bo nie jestem pewien, co do powodów, dla których bilard nie jest dyscypliną olimpijską. Jesteśmy jednak uznawani przez Komitet Olimpijski, w innym razie nie bralibyśmy udziału w World Games (igrzyska sportów nieolimpijskich- red.), gdzie zdobyłem złoty medal w 2009 roku w Kaohsiung na Tajwanie. Kto wie, może pewnego dnia to będzie dyscyplina olimpijska i będę mógł stać się tego częścią jako trener, lub w innej funkcji.

 

PB: Zwiedziłeś wiele krajów. Czy istnieją jakieś, w których bilardziści mogą czuć się jak prawdziwe gwiazdy?

RS: Jest kilka takich krajów w Azji, gdzie pool jest traktowany jako główny sport, a najlepsi zawodnicy są bohaterami. Na Filipinach i na Tajwanie jesteśmy gwiazdami i ludzie rozpoznają w nas sportowców. Często bywamy proszeni o autografy, bez względu w której części kraju się znajdujemy. Zdarza się to zarówno w centrach handlowych, jak i na ulicach. To miłe uczucie, inne niż gdzie indziej na świecie.

 

PB: Co z Twoimi pseudonimami: The Kaiser (niemieckie określenie cesarza) i Chirurg? Kto jest ich autorem? W jaki sposób wyrażają Ciebie?

RS: Pseudonim „The Kaiser” został mi nadany przez Matchroom Spotrs, ale nie jestem pewien z jakiego powodu. Być może ze względu na niemiecką legendę piłki nożnej Franza Beckenbauera, który nosi tytuł „Cesarza Franza”, albo dlatego, że od wielu lat jestem w europejskiej czołówce bilardzistów i rządzę tą grą, jak cesarz rządzi krajem. Pseudonim „Chirurg” bardzo pasuje do mojego stylu gry, ponieważ zwykle prowadzę partię tak, jak chirurg pracuje nad pacjentem. Zostałem tak określony przez amerykańskich komentatorów, szczególnie przez Danny'ego DiLiberto, który został wprowadzony do Hali Sławy razem ze mną w październiku 2011.

 

PB: W Polsce wiele się mówi o sposobie , w jaki utrzymujesz kondycję fizyczną w czasie zawodów. Czy mógłbyś powiedzieć nieco więcej na ten temat?

RS: Nie mogę zbyt dużo o tym mówić. Staram się pozostawać w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, jeść odpowiednie jedzenie i wysypiać się przed meczami. Oprócz tego nie robię niczego niezwykłego.

 

PB: Grałeś przeciwko wielu zawodnikom z całego świata. Czy jest jakiś, który był dla Ciebie szczególnym utrapieniem? :-)

RS: Przez wiele lat to Francisco Bustamante jest zawodnikiem, przeciwko któremu mam niekorzystny rekord, nawet mimo iż coraz bardziej go gonię. Wydaje mi się, że wciąż tracę do niego 25 meczów, ale w pewnym momencie to mogło być nawet około 50 meczów straty. Graliśmy tak wiele razy w latach, kiedy mieszkał w Niemczech, że ten niekorzystny wynik się przytrafił.

 

PB: Czy są jacyś polscy zawodnicy, przeciwko którym nie lubisz grać? :-) Jeśli tak, to dlaczego?

RS: Nawet, jeśli byliby jacyś polscy zawodnicy, z którymi nie lubię grać, nie wspomniałbym o nich :-) Z pewnych przyczyn...

 

PB: Jesteś wzorem dla wielu graczy, ale czy istnieje jakiś zawodnik, który inspiruje Ciebie?

RS: Tak naprawdę, nigdy nie miałem kogoś, na kim się wzorowałem. Zdecydowanie uczyłem się od wielu graczy, przez oglądanie ich gry i rywalizację z nimi, ale nigdy nie miałem swojego bohatera. Szanuję wszystkich zawodników, co jest ważne, ale jest tylko jeden gracz na świecie, który czaruje na stole i to jest Efren Reyes. Dla mnie jest najlepszym bilardzistą, który kiedykolwiek chwycił za kij. Oczywiście mogą być inni, lepsi w poszczególnych dyscyplinach, ale przekrojowo, to on jest „THE ONE”.

 

PB: Powiedziałeś kiedyś, że „nic wielkiego nie może być osiągnięte bez entuzjazmu”. Czy uważasz, że wirtuozi bilarda powinni okazywać więcej spontanicznych emocji?

RS: Entuzjazm nie ma nic wspólnego z okazywaniem emocji. Nie wierzę w okazywanie emocji w czasie meczu. Dla mnie entuzjazm znaczy odpowiednie przygotowanie, miłość do gry oraz promowanie i pokazywanie najlepszej strony sportu.

 

PB: W tym roku rywalizujesz z Oliwią Czupryńską i Markiem Kudlikiem o tytuł EPBF PLAYER OF THE YEAR. Co sądzisz na temat swoich i ich szansach na zwycięstwo? Czy takie plebiscyty są ważne dla zawodników?

RS: To trudne pytanie. Przede wszystkim zawsze miło jest być wybrany Zawodnikiem Roku, ale nie jestem pewien, czy można porównać juniorów, kobiety i mężczyzn. Jasmin Ouschan ma dużą przewagę, bo jak dotąd rządzi w kobiecym bilardzie w Europie. Juniorzy nie rywalizują zbyt często z mężczyznami (w kat. open - przyp. red.) i mają swoje turnieje. Moje szanse na zwycięstwo są tym mniejsze, im dłużej gram, ponieważ fani chcą przez cały czas widzieć nową, świeżą krew i raczej zagłosują na kogoś innego niż ja, czy innego weterana. W USA to wygląda nieco inaczej. Tam głosuje się na Zawodnika i Zawodniczkę Roku, co ma sens. Poza tym, zwykle wygrywa zawodnik z największymi sukcesami w danym roku. W Europie trzecia część punktów pochodzi z głosowania publiczności, włączając w to rodziny i przyjaciół i niekoniecznie środowisko bilardowe.

 

PB: Nigdy nie kryłeś swojej wizji bilardu popularnego i docenianego tak, jak na to zasługuje. Widzisz jakieś sposoby na jej realizację?

RS: Tak długo, jak promotorzy i zawodnicy nie będą trzymali się reguł i nie będą robić nic, by pokazać poola jako „właściwy sport”, to się nie stanie. Kilku zawodników na całym świecie nie jest w stanie zmienić całego sportu. Zmiany powinny nadejść ze wszystkich stron (organizatorów, federacji, zawodników, ale także – sponsorów). Kilku graczy powinno zostać wypromowanych na gwiazdy i pokazanych w TV na okrągło. Wówczas, oglądający stworzą grupę fanów, która będzie „podążała” za tym sportem częściej. 

 

PB: Ostatnie pytanie i proszę o optymistyczną odpowiedź:-) Czy możliwe jest utrzymywanie się wyłącznie z bilardu, nie mając innych źródeł dochodów?

RS: Możliwe jest życie jako profesjonalny gracz, (robię tak od 20 lat), ale to działa tylko w połączeniu z umowami sponsorskimi, zwycięstwami w turniejach i robieniu „show”. Z samych turniejów, lub z samych umów sponsorskich jest to niemożliwe.

 

PB: Dziękuję. To była prawdziwa przyjemność, korespondować z Tobą.

RS: Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam z USA.

 

Wywiad dla poolbilard.pl przeprowadził Emil Paliwoda

Dodano: 27/01/2012

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy na tej stronie.
Dodaj swój jako pierwszy!

Dodaj komentarz

* - wymagane pola