Artykuł - Gracze techniczni vs gracze emocjonalni
Artykuły bilardowe » Inne ciekawostki bilardowe » Gracze techniczni vs gracze emocjonalni
Wielu bilardzistów ma świadomość tego co dzieje się na stole. Podczas gry mają na uwadze wiele szczegółów, takich jak siła którą muszą włożyć w uderzenie, postawa przy stole oraz odpowiednie wymierzenie kąta. Wypracowali pewne stałe odruchy, które obecne są podczas składania się do uderzenia, a które pomagają im w konsekwentnej, równej grze. Oczywiście są świadomi wszystkich tych odruchów, które wykorzystują by wyegzekwować uprzednio zaplanowane uderzenia. Starają się robić wszystko celowo, w ich grze nie ma miejsca na żaden przypadek. Nazwałem ich Graczami Technicznymi (GT), jako że technika i mechanika gry to dla nich priorytet.
Gracze, którzy podczas gry zdają się na swoje emocje (GE) to zawodnicy o stylu przeciwstawnym do stylu GT. Ufają, że ich umysł i ciało podczas gry będzie zachowywać się w sposób odpowiedni na dany moment. Nie są świadomi jak robią to co robią, co więcej - często nie obchodzi ich dlaczego dane zagranie wyszło tak, a nie inaczej! Dzięki temu ich gra może wydawać się "luźniejsza" i bardziej płynna. Wielu naprawdę znakomitych i cenionych zawodników zalicza się do tej kategorii graczy. Kiedy obserwujemy ich podczas wbijania kolejnych bil, możemy pomyśleć iż jest to dziecinnie łatwe, jednakże to tylko pozory.
Porównując oba style, nie można nie zauważyć że prawdopodobnie GT hamują swój bilardowy rozwój poprzez zbytnią ostrożność i grę bez polotu. Z kolei GE nie rozwijają się przez brak odpowiedniej wiedzy na temat techniki gry, a także przez zbyt dużą beztroskę, która cechuje ich styl. Złotym środkiem jest oczywiście połączenie obu rodzajów gry!
Z zamiłowania jestem graczem-technikiem, ale poświęciłem wiele czasu i energii aby podpatrywać drogę, którą podążają moi oportuniści, czyli GE. Ten swoisty "wgląd" uświadomił mi jedną istotną rzecz: że tak naprawdę mój styl gry zbliżony jest do tego, który cechuje GE.
Wydaje mi się to naturalną formą bilardowego rozwoju. Chodzi mi o to, że można stać się świetnym graczem podążając jedną, wybraną wcześniej ścieżką, ale żeby naprawdę odczuwać satysfakcję z gry w bilard, potrzebne jest odpowiednie zbalansowanie obu stylów gry.
GT nie są maszynami i zdarza im się czasem nagiąć swoje żelazne zasady gry, by zaufać zmysłom i przeczuciom. To właśnie jest ten milowy krok w kolejny etap bilardowego wtajemniczenia. Kiedy możesz w pełni rozwinąć swoje pomysły, zaufać instynktowi i oszukać statyczny umysł - wtedy otwierają się przed tobą zupełnie nowe, nieznane wcześniej możliwości.
Stara maksyma zaczerpnięta z pradawnych kodeksów sztuk walki głosi: "Jeśli chcesz ujarzmić i pokonać miecz, wpierw musisz stać się mistrzem miecza". Ta sentencja odnosi się głównie do GT, ponieważ to oni poświęcają swój czas na mozolne i żmudne dopracowywanie najdrobniejszych szczegółów mogących poprawić ich grę, takich jak odpowiednie ułożenie stóp, balans ciała itd. Jednakże na wyższym poziomie wtajemniczenia, aby zostać owym "Mistrzem miecza", trzeba odrzucić przywiązanie do detali i nawyków. Trzeba skondensować całą swoją wiedzę i doświadczenie, a gdy nadejdzie odpowiedni moment aby zadać cios, należy włożyć w niego całą energię by osiągnąć zamierzony cel. Parafrazując na język bilardowy, zdanie to brzmiałoby krótko: "Przymknij się i daj się ponieść grze".
W moim codziennym, praktycznym treningu podążam za tym "technicznym" sposobem gry, starając się wypełnić luki w mojej bilardowej edukacji i w końcu dojść do perfekcji. W pewnym sensie jest to trenowanie uderzeń, które już mam opanowane. I choć zdaję sobie sprawę, że taki trening nie prowadzi mnie donikąd, zaspokajam swoje ego zagraniami wykonywanymi mechanicznie, bo wiem że zawsze mi się uda trafić. Na szczęście wiem również, co muszę robić żeby się naprawdę poprawić. Po prostu podczas rozpracowywania układów muszę wchodzić w świat emocji. Najlepszą metodą na to, jaką udało mi się odkryć, to maksymalne skoncentrowanie się na zamierzonym rezultacie i uderzanie bez najmniejszego wahania, w szybkim i bardzo płynnym tempie. To naprawdę działa, ale "techniczna" strona mojego "ja" nie potrafi zaufać emocjonalnemu stylowi gry :).
Myślę, że większość GT zazdrości GE tej łatwości i zaufania z jakim tamci potrafią grać, a jednocześnie obawiają się zrezygnować ze swojego "technicznego" stylu gry by "zaufać Mocy". Jak na ironię, GE tak naprawdę pragnęliby zdobywać coraz więcej bilardowej wiedzy technicznej oraz wszystkich tych mechanicznych nawyków na których mogliby zawsze polegać, ale nie kosztem przekształcenia się w "techników". Dlatego też sami próbują siebie przekonywać, że cała ta techniczna wiedza nie jest im do szczęścia potrzebna, bo "w końcu bile tak czy siak wpadają do łuz, prawda?". Tak więc słowem podsumowania: porzućmy choć na chwilę nasze ulubione style gry i spróbujmy zagrać "od tej drugiej strony". Być może dzięki temu łatwiej będzie nam znaleźć wspomniany już wcześniej "złoty środek".
0
Autor tekstu:
Tom Simpson
styczeń 2000
Adres tekstu w wersji oryginalnej:
http://www.poolclinics.com/pdf/TS03.PDF
Tłumaczenie:
Mateusz Kilichowski
07.05.2006


Komentarze
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy na tej stronie.
Dodaj swój jako pierwszy!
Dodaj komentarz
* - wymagane pola